Daleko,daleko stąd jest kraina smoków. Smoki żyły sobie tam bardzo dobrze dopóki Evilder ich nie zaatakował...
Był wieczór.Smoki rozeszły się : jedne poszły nazbierać gałązki na opał,drugie poleciały polować . W ich obozie została tylko matka ze swoim jajkiem. Smoki wróciły i zaczęła się kolacja...gdy nagle, Evilder ze swoimi rycerzami napadł na obozowisko.Był straszny harmider :smoki latały i wrzeszczały, rycerze wrzeszczeli i je gonili.Rodzice nienarodzonego smoka złapali za jajko i zaczęli uciekać .Gdy wszystkie smoki zostały złapane i zakute w kajdany,Evilder zaczął gonić dwójkę uciekinierów z jajkiem.Zanim ich dogonił matka smoka zdążyła przesłać mu myślową wiadomość. Evilder złapał już ojca,ale matka dalej uciekała .Jeden z rycerzy dogonił ją i chciał zakuć. Smoczyca ostatnimi siłami rzuciła czar niewidzialności i wyrzuciła jajo . Czarnoksiężnik bardzo chciał je znaleźć ale nie mógł złamać czaru smoczycy, ponieważ nic ani nikt nie jest silniejszy od czaru smoka. Evilder zostawił jajko w spokoju,zabrał zdobyczne smoki i pognał z nimi do swoich lochów.
Tymczasem w domu Lioness :
Od czasu do czasu lubiłam wyjść na polowanie.Mama chciała zrobić mięso na obiad ale nie było wystarczająco dużo pieniędzy aby je kupić,więc stwierdziłam , że upoluje coś na obiad.Wzięłam więc swój łuk,strzały, wierzchowca i pojechałam. Nie musiałam się za bardzo oddalać od domu , ponieważ niedaleko lasku zobaczyłam sarnę.Mocno chwyciłam lejce i pogalopowałam przez łąkę w kierunku zwierza . Nagle ....auuuuuuuć .Straszny ból . Moje ramię strasznie krwawi.Patrzę a tu strzała przebiła je na wylot.Z tyłu ramienia można zobaczyć zakrwawiony grot strzały.
Następna strzała trafiła mojego konia.Zwierzę wystraszyło się i zaczęło wierzgać.Spadłam.Wstając zobaczyłam piękny szafirowy kamień.
Był naprawdę piękny."Sprzedam go i dostanę dużo pieniędzy"-pomyślałam.Grad strzał posypał się w moją stronę.Kątem oka zobaczyłam czarną sylwetkę ukrywającą się i wypuszczającą kolejne strzały.Była ona na skraju lasu , w zaroślach.Niestety nie zdążyłam się przyjrzeć, a zanim uciekłam następne strzały trafiły mnie w brzuch i w nogę.Gdy przyjechałam do domu,ledwo żyłam.Przez drogę bardzo dużo krwi mi ubyło.Byłam tak słaba , że nie mogłam zsiąść z konia.Schowałam głęboko kamień.Zdążyłam tylko wydobyć z siebie jeden słaby ryk : Auuuuuuuu ! i zasłabłam , spadając z konia.Wszyscy usłyszeli ryk ale myśleli ,że to znowu Nikss (nasz pies) coś zobaczył i wyje,więc nie zwracali na to uwagi.Na szczęście moje wampirze siostry są bardzo wyczulone na zapach krwi i poczuwszy woń ,szybko pobiegły do stodoły.Wbiegłszy do stodoły stanęły jak wryte.Myślały , że nie żyję.Podbiegły do mnie. Izaberr razem z siostrą zaniosły mnie do domu .Izaberr zajęła się mną a Rudino poszła opatrzyć wierzchowca.
Gdy się obudziłam byłam w wielkim szoku.Moje ciało pokrywały liczne bandaże ,zadrapania,blizny.Była noc.Koło mojego łóżka spała na krześle zwinięta w kłębek Izaberr. Pomimo bólu ,zasnęłam szybko.Obudziłam się o 8:30 .Chciałam wstać,ale zamiast tego upadłam na ścianę.Ten łomot przywołał siostry do mojego pokoju.Dziewczyny wrzuciły mnie z powrotem na łóżko i dały mi śniadanie.Dowiedziałam się od nich, że nie mogę wstawać,ponieważ na jeden z nerwów w nodze naciska odłamek strzały i ten nerw paraliżuje mi całą nogę.Nastolatki uśmiechały się i pocieszały mnie,mówiąc : "wszystko będzie dobrze".Choć uśmiechały się to i tak widziałam na ich twarzy smutek.Powiedziałam im , żeby się nie martwiły, że się z tego wyliżę a one niech idą robić to co chcą a ja sobie porysuję.Przytuliły mnie i wyszły.Jedna z nich nie domknęła drzwi i do pokoju wślizgnęła się Cala (nasza kotka ) i położyła się koło mnie. Dzięki temu , że kotka uchyliła drzwi usłyszałam szepty rodziny:
-...dziewczynki, stwierdziliśmy , że powinnyście wiedzieć ...
-co sie stało ?!
-Lioness jest w bardzo ciężkim stanie, i może nie przeżyć...
-nieeeee !!! pomóżcie jej ...
-robimy co w naszej mocy...zaraz przyjdzie uzdrowicielka...
Potem rozmowa się urwała.Skończyłam swoje rysunki . Uwielbiam rysować zwierzęta i smoki.Obrazki wyszły tak :
Mi się nie podobały ale Izaberr była zachwycona.Po chwili przyszła uzdrowicielka.Niestety jej magia,zioła i mikstury były za słabe aby mi pomóc.Z dnia na dzień mój stan się pogarszał a ja robiłam się coraz słabsza.Prawie nic nie jadłam ani nie piłam.Od czasu do czasu odwiedzał mnie Lioner. Któregoś razu przyniósł mi bukiet pięknych kwiatów.Pewnego ranka , gdy smacznie sobie spałam coś dziwnego mnie obudziło.Coś polizało mnie po policzku.Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się po pokoju.Na ziemi zobaczyłam rozbity ów szafirowy kamień,który znalazłam na pechowym polowaniu.Zdziwiłam się ...jak kamień może się tak dziwnie zbić ? Po chwili przed moimi oczami ukazał się ...mały smok !
Był prześliczny.Biegał po mojej kołdrze, latał w kółko.Bardzo się ucieszyłam.Tylko dlaczego wykluł się właśnie tu ?On jakby czytając w myślach odpowiedział :
-Wyklułem się dla ciebie ponieważ wiedziałem , że jesteś wyjątkowa.Potrafię mówić,czytać hmmm trochę rysować i pisać.Od teraz jestem twój...
-czyli zostaniesz ze mną na zawsze ?
-tak...
Nagle moje ciało przeszył ból.Nie mogłam się ruszać.To było straszne.Całe ciało pulsowało z bólu.Smok widząc to , powoli do mnie podszedł i czubkiem pyszczka dotknął mojej łydki.Nagle...ból ustał...nic mnie nie bolało...krew nie ciekła....popatrzyłam na łydkę i zaniemówiłam...smok uzdrawiając mnie dotknął pyszczkiem łydkę i zostawił na niej ślad : błyszczące znamię przypominające smoka.
-Już po wszystkim.Uzdrowiłem cię - wstań i zobacz.
Wstałam.Noga nie bolała.zaczęłam skakać,biegać - nic.Noga uzdrowiona .
-Dziękuje! Jak to zrobiłeś ? Dziękuje !!Dziękuje !!Dziękuje !!
W odpowiedzi smok uśmiechnął się .
-Mogę cię nazwać Wolfer ?-zapytałam.
-Tak to imię zdecydowanie do mnie pasuje...
Zaścieliłam łóżko, wzięłam go na ręce i pobiegłam na dół.Rodzina nie wierzyła własnym oczom.Podeszłam do Izaberr, podziękowałam jej,pocałowałam ją w policzek i mocno przytuliłam potem poszłam do Rudino i zrobiłam to samo.Następnie podeszłam do rodziców ,przytuliłam ich i zapytałam czy jak im coś pokarzę to mnie nie wywalą z domu.Oni zaprzeczyli , więc wyciągnęłam Wolfera z kieszeni .
-Hmmm to mój mały smok,którego znalazłam na łące. Nazywa się Wolfer. To on mnie uzdrowił. Musze wam coś jeszcze powiedzieć i pokazać :Opowiedziałam o tym jak Evilder rzucił na mnie klątwę i pokazałam znak na brzuchu.Potem dopowiedziałam, że co noc zmieniam się w pumę.
Rodzice byli zszokowani.Obiad zjedliśmy w ciszy.Potem poszłam do pokoju.
-czy mogę poczytać ci w myślach ?muszę zobaczyć jaką klątwę rzucił na ciebie Evilder ..
-Dobrze,tylko nie zrób mi krzywdy.
Po chwili czułam jak obca dusza wkrada się do mojego umysłu. Wolfer przejrzał dokładnie wydarzenia z dnia klątwy .Opuściwszy moje ciało opowiedział mi o klątwie :
-Kiedy Evilder rzucał zaklęcie,źle sformułował zdanie i klątwa zadziałała dwuznacznie : co noc musisz zamieniać się w pumę ale...
-ale ..? no powiedz ...
-ale możesz też zamieniać się w dowolne zwierzę kiedy chcesz tylko musisz wypowiedzieć słowa : changenus animalus i wyobrazić sobie zwierzę w które chcesz się zmienić.To proste spróbuj !
-Changenus animalus !
W chwili rzucania zaklęcia wyobraziłam sobie pumę .I ...jestem pumą. To nie wiarygodne !
-proste ,prawda ? Tych słów przemiany nie musisz mówić głośno,możesz w myślach .
Zmieniłam się w myszkę i pobiegłam do dziewczyn.Opowiedziałam im wszystko.Potem ja zmieniałam się w różne zwierzęta i tak minął dzień.Aby pokazać rodzicom moją super moc , zmieniłam się w wilka , a dziewczyny siadły mi na grzbiecie.To było moje zdecydowanie najdziwniejsze wejście na obiad .Rodzice byli zadowoleni, że ja nie jestem już zwykłym człowiekiem.Po kolacji poszłam się wykąpać.Po kąpieli zamieniłam się w małego szczeniaczka i poszłam do dziewczyn.Położyłam się miedzy nimi i zasnęłam.




Bardzo podobają mi sie przygody lioness . Nsprawde masz talent czekam na kolejne rozdziały.
OdpowiedzUsuńHahaha dziękuje :* zryta bania i ADHD robią swoje ;) Pozdrowionka :*
OdpowiedzUsuńLvica